14 kwietnia 2026

AFRODYTE

Narodziny Afrodyty z pian morskich miały w sobie coś proroczego.

Cezary Jellenta, 1922

AFRODYTE | Życie Wytworne

Narodziny Afrodyty z pian morskich miały w sobie coś proroczego.

Dzisiejsza kobieta choć niekoniecznie musi być boginią grecką, jednak powstała także z odmętu. Morze, z którego wyszła, to burza wypadków dziejowych, co wstrząsnęły światem. Srebrne fale ją otaczają, albowiem — złotych nie ma. Złota nie ma w ogóle, chyba gdzieś, aż za oceanem. Żywioł, z którego toni się wynurzyła, to bezkres nowych stosunków politycznych i społecznych.

Przyszły mit będzie opiewał: Venus dwudziestego wieku i wszystkich może stuleci dalszych — urodziła się z czerwonego morza wszechświatowej wojny. Purpura historii odziewa ją i otula. To już nie jest kobieta blada, anemiczna, histeryczna, walcząca o swoje prawa. Bez jej specjalnej pomocy, siłą samego powszechnego przewrotu, siłą dojścia wszystkich prężnych dusz do głosu — stała się rewolucja, o której nie marzyli wszyscy szermierze „równouprawnienia kobiety” — takiego hasła, co dzisiaj brzmi tak wyświechtanie, tak przestarzale, tak szaro, nudno i prozaicznie.

Kobieta dzisiejsza to już nie termin społeczny, ideowy, pedagogiczny, — to nie suchy słownik wyrazów schematycznych, nie kolekcja form sztywnych, jak liche nieudolne dawne gorsety lub — zebrania feministyczne.

Z purpury zrodzona pani i panna ma kolory i rumieńce, ma giętkie i płynne linie, nie wystrasza mężczyzn — i nie ucieka przed nią wdzięk, smak, finezja.

Jest w tem objawienie i ziszczenie się wielkiego faktu — nowa era. Kobieta zaczyna być naprawdę piękną. Nie w tem znaczeniu, że ma rysy Wenus Milońskiej czy Wenus z Knidos, czy Wenus Anadjomene — ach, na miłość boską, dość juz tych wszelakich Wener! — lecz, że przyszła na świat z umiejętnością powabu i podobania się, zarówno innym, jak i sobie.

Wolno rzucić paradoks:

Kobiet brzydkich jest już teraz znacznie mniej, w niedalekiej zaś przyszłości prawdziwa bezuroda należeć będzie do muzealnych osobliwości. Przyczyny tej jutrzni są jasne i proste i nie należą bynajmniej do kategorii krotochwili.

Bystrzejszy obserwator spostrzec musi , że dawniejsza kobieta była albo piękna albo nieciekawa.Gdy była piękna — w malarskim i rzeźbiarskim znaczeniu słowa, w sensie prawdziwej człowieczej piękności, co budzi zachwyt i przyśpiesza rytm krwi — prędko stawała się podobną do lalki albo do złośliwej i szkodliwej diablicy w sensie uogólnień Huysmansa, Przybyszewskiego, Ewersa. Pierwiastek alrauniczny był jej wrodzonym posagiem. Piękno zharmonizowane należało do wyjątków. Te przeszły aż do historii. Kobiety ładne i dobre, ponętne a mądre, zdobywczynie ,a wykształcone, to były stadła pojęć niezmiernie rzadkie, mityczne, baśniowo rzadkie.

Kobieta prawdziwie inteligentna, a zwłaszcza czynnie, twórczo inteligentna, była przeważnie brzydka. Działaczka polityczna, fanatyczna nauczycielka, reprezentowała zwykle typ, pokłócony z pięknem, estetyką, i w tym kształcie przeszła do historii, a weszła do powieści i satyry. I znowu powtórzyć trzeba — kobieta-profesor, kobieta-polityk, kobieta-konspirator była synonimem pojmowania życia twardegom wcieleniem rygoru i surowości. Dla mężczyzny zorganizowanego równoważnie, widok jej był widokiem bezgranicznego spleenu, Jego uczuciowości, polotowi a nieraz też i zmysłom nie dawała nic, prócz książek, despotycznej swady i — zaniedbania.

Bowiem nieświadomy, bezwiedny dogmat brzydoty realizował się w kobiecie w rozmaity sposób . Dążyła do niego różnymi drogami.

Albo była z natury nieurodziwą i nieświadomą praw piękności życia — i wtedy łatwo wchodziła w młyn idei, nauki, sztuki lub jakiegokolwiek rygoryzmu, po prostu przez rezygnację i zwątpienie o o szczęściu romantycznym. Albo, porwana istotnym zapędom a częściej jeszcze zachęcona przykładem brata i męża, przyjaciela, bożyszcza, już po latach wprzęgała się w trudne jarzmo obowiązku naukowego lub społecznego i — zapominała o sobie. Było to wzniosłe ale straszne, jak straszną jest wszelka jednostronność. Wtedy opuszczała się — swoją kobiecością gardziła. Pełna uwielbienia dla swojej nauki lub ligi, miała w najwyższej pogardzie modę i elegancję, wytworność i kosmetykę, wyższą higienę i perfumy.

Pod tym względem owe czasy dawnego reżimu arystokratycznego o ileż były bardziej plebejskie od dzisiejszych demokratycznych, kiedy każda kobieta, czy z wyżyn czy z nizin, — posiada jakieś poczucie kultury kobiecości.

Oczywiście owo zaniedbanie nie było bynajmniej wyłącznym przywilejem kobiet z wybujałą umysłowością lub etycznością. Mężczyźni byli nie lepsi — owszem gorsi, zupełne abnegaty. Ale — rzecz dziwna „płci brzydkiej” pozwalano być brzydką „płci pięknej” — nie pozwalano. Uważano, że jest stworzona dla piękności, że szpecić się jej nie wolno. Czy taki pogląd może obrazić kobietę, czy raczej nie powinna być dumną — że w niej żadnej szpetoty się nie toleruje?

Albo też inaczej jeszcze bywa. Kobieta, zapisując się do turnieju pracy umysłowej lub społecznej, uczona, malarka lub rzeźbiarkam ma całą świadomość obowiązków swoich i praw swoich wobec życia i piękna. Dba o wykwint zewnętrzny i nie odtrąca pomocy wszystkich tych, którzy człowieka niedbałego przemieniają w jednostkę estetycznie czują i pociągającą, bezpieczną na groty oczów badawczych i krytycznych. Niekoniecznie mają one ambicję przedstawiania się w umyślnem, brawurowem lekceważeniu wyglądu swojego, jak np. Znakomita malarka Boznańska na swym autoportrecie. Znam ekonomistki, literatki, ubrane według ostatniej mody, uczesane starannie, bez czupiradła na głowie, w jedwabnych pończoszkach, nawet z starannie utrzymywanymi paznokciami.

To nowy, choć jeszcze nie najnowszy typ. A dlatego nie najnowszy, że mnóstwo z tych pań nie umie jeszcze dawać sobie rady w nowej swej sytuacji. Odchylenie się od szablonu kobiecej bierności — kosztuje je wiele sił. Ba, jeszcze ciągle wolontariuszami idą w bój, na ochotnika. Wymaga to natężenia myśli, uwagi i dowagi. Jeszcze nie umieją dostosować się do ekonomii i rytmu odwiecznego swej niewieściej natury. Wielu rzeczy sobie odmawiają i wielu przesad uchronić się nie umieją dostosować się do ekonomii i rytmu odwiecznego swej niewieściej natury. Wielu rzeczy sonie odmawiają i wielu przesad uchronić się nie umieją. Braknie im swobody swojego powołania naukowego, literackiego lub obywatelskiego. Trudność „placówki”, tak eksponowanej, odbiera im naturalność bycia, uczuć, mowy. I rezultatem tej pewnej sztuczności jest — twarz mizerna, przedwczesne zmarszczki, za wczesna jesień życia. Takie kobiety są nieraz jak gdyby zasuszone, ładne ale z cerą ziemistą, eleganckie ale zgaszone. Ich ogień wewnętrzny gdzieś się zapodział.

Urodzone dla szczęścia i piękności—same się jej wyzbyły, zachowując jeszcze jakąś. Niesamowitą staranność, która nikogo nie wzrusza.

Takie były kobiety wyzwolone ostatnich lat dwudziestu.

Dziś wyrosła nowa formacja kobiet. Werwały się one w wir wszelkiej, choćby wytężającej pracy, z furią i swobodą, z pewnością siebie i zrozumieniem estetyczno-erotycznej sfery istnienia, z intuicją bujności i wolności, która jest prawem każdej duszy. Nie są to już kobiety z kroniki sufrażyzmu, „znane”. „głośne”, „sławne”, i bliskie karykatury i nieco w jakąś stronę wykoślawione, lecz proste, naturalne, zwyczajne istoty kobiece, zdobne we wszystkie ludzkie talenty i możliwości. Są w swoim żywiole. Nie przedostały się doń bynajmniej drogą wysilenia, kosztownego heroizmu. Wysilenia też i żmudy nie znać w ich oczach i cerze. Czy na urzędzie, czy w parlamencie, w fotelu naczelniczki biura lub ministra, czy w biurze wielkiego banku czy w kancelarii sądu — wszędzie jest i może być sobą, nie dziwadłem ani dziwowiskiem, nie nurtowaną przez wyczerpującą ambicję dorównania mężczyźni—lecz prostą, urodzoną polką lub francuzką, która kwitnie wszystkimi ludzkimi uczuciami, całą żyznością pożytecznej i samowiednej organizacji, całem bogactwem swojej rasy i swojej ojczyzny.

Wejście w świat pracy i idei, miłości i piękna życia—nic jej nie kosztuje. Nie musi tego wstępu okupywać utratą zdrowia i rumieńców, linii swojego ciała i linii swojego przeznaczenia, jako osi świata. Takie kobiety nie mogą być brzydkimi. Mogą mieć nieładne rysy lub figurę, ale braki fizyczne to jeszcze nie brzydota. Wszystkie je może pokryć sens umysłowy, inteligencja i smak, zdrowa nieprzymuszona filozofia życia i postawa wobec mężczyzny, zdolność ogarniania całości czynników—które kształtują istotę ludzką na piękną i brzydką.

Epoka kobiecej brzydoty kończy się: Piękno kobiet jest w ich ręku. Niech tylko zechcą to zrozumieć swą duszą subtelną, swym cudem boskim instynktem, tym tajemnym szeptem Kosmosu i Przyrody — a na pewno zrozumieją.

Z krwawej burzy zrodzona nowa Afrodyta nie będzie mitem, lecz prostą, naturalną kobietą. Dlatego właśnie będzie uroczą…